ŚWIADECTWA UCZESTNIKÓW WEEKENDÓW DLA NARZECZONYCH

poznaliśmy  głęboki sens zawarcia związku małżeńskiego

w codziennym życiu można uciec od ważnych tematów a tutaj mieliśmy na to czas

usłyszałam świadectwa i widzę jak wiele rzeczy małżeństwo może przetrwać

myślałem gdzie w życiu rodzinnym umieścić moje pasje, jak się dowiedziałem, że na samym dole, to widzę, że coś muszę z tym zrobić

bardziej zaczęłam szanować to, co mi dali moi rodzice

przekonaliśmy się, że robimy odpowiedni krok

pokazaliście nam jakie błędy mogą wystąpić i jak się z nimi uporać, mam nadzieję, że ich nie popełnimy, albo sobie z nimi poradzimy

na pewno jestem bardziej przygotowana do małżeństwa

otworzyliśmy się przed sobą

jechaliśmy na kurs z mieszanym nastawieniem, z myślą że będzie trzeba siedzieć i słuchać, teraz wiem, że to nie był czas stracony, będzie to inspiracją żeby nasze małżeństwo było zgodne

zapamiętałam, że nie wolno wpaść w rutynę, że trzeba ze sobą dużo rozmawiać

mogliśmy porozmawiać o rzeczach, o których nawet byśmy nie pomyśleli, że trzeba porozmawiać

miło posłuchać, że jest nadzieja na zgodne życie w małżeństwie

podobała mi się atmosfera

kiedy na kursie konkretna osoba mówi o sobie, to uczę się na przykładach

kurs nauczył mnie rozmawiać o problemach

 

WIĘCEJ O WEEKENDACH DLA NARZECZONYCH z lekcją tańca

Jak być szczęśliwym małżeństwem, uniknąć kryzysów i zgodnie wychowywać dzieci?

Nie ma na to prostej recepty, ale z pewnością pomocne jest rozmawianie o ważnych tematach jeszcze w czasie narzeczeństwa. Nie omówienie pewnych fundamentalnych spraw może zakłócić lub nawet uniemożliwić szczęśliwe życie razem.

Trudno jest poznać drugiego człowieka, tak do głębi. Poznać jego myśli, pragnienia, przyzwyczajenia, oczekiwania. Jeszcze trudniej poznać siebie nawzajem w bliższych relacjach damsko – męskich, kiedy i ona i on starają się zaprezentować z jak najlepszej strony. Kiedy chce się  komuś zaimponować, zainteresować go sobą, zachwycić, nie mówi się o swoich wadach, brakach, złych nawykach. Te zazwyczaj wychodzą dużo później, kiedy już ukochany jest mężem, a ukochana żoną. Bywa, że młodzi małżonkowie odkrywają, iż druga strona ma zupełnie odmienne zdanie na temat ilości dzieci, sposobu ich wychowania, zarządzania budżetem domowym, sposobu wypoczywania… Psycholodzy potwierdzają, że większość małżeńskich kryzysów bierze się ze wzajemnego niezrozumienia i braku rozmów o ważnych sprawach.

Narzeczeni w naszej diecezji mają szansę na to, żeby zacząć małżeńskie życie lepiej.  Służą temu prowadzone w różnych miejscach diecezji pelplińskiej kursy przedmałżeńskie w trzydniowej formie jako Weekendy dla narzeczonych. Prowadzi je Zespół "DOBRY POCZĄTEK" powołany przez ks. Biskupa Diecezjalnego.

Od piątku wieczorem do niedzielnego popołudnia pary narzeczonych biorą udział w warsztatach przygotowujących ich do wspólnego życia. Kilkunastominutowe wprowadzenia do danych zagadnień prowadzą pary małżeńskie, które bardziej dzielą się swoim doświadczeniem, niż pouczają. Kilka zdań dopowiadają księża. To, co najważniejsze dokonuje się jednak w parach. Młodzi ludzie rozmawiają na przedstawiane tematy, mówią o sobie, poznają lepiej swoją narzeczoną lub narzeczonego. Mówią sobie o wzajemnych uczuciach, uczą się sposobów wyrażania miłości, opowiadają o swoich wartościach i próbują ustalić wspólną hierarchię, rozmawiają na temat wiary w ich małżeńskim życiu, na temat dzieci, swoich rodziców, itd.

Ciekawym przerywnikiem pomiędzy poważnymi tematami jest na każdym Weekendzie dla narzeczonych lekcja tańca prowadzona przez profesjonalnego instruktora.

Weekend dla narzeczonych to forma spotkań bez noclegów, więc raczej dla par z okolicy. Dlatego spotkania organizowane są w różnych częściach diecezji. 

Odpowiedzialni za przygotowanie i koordynację Weekendów są członkowie Rady Koordynacyjnej Zespołu "Dobry Początek": ks. Wojciech Klawikowski, ks. Sławomir Ałaszewski, Dorota i Sławomir Liss oraz Violeta i Robert Poziemscy.

Starają się nie tylko organizować kursy w różnych miejscowościach, ale zapraszać do ich prowadzenia coraz to nowe małżeńskie pary i  księży miejscowych parafii. "Dobrze by było, aby w każdej części diecezji działał zespół ludzi, którzy włączą się w prowadzenie Weekendów dla narzeczonych na miejscu" - uważają organizatorzy.

Tekst: Krzysztof Nowicki

"Przyjaciel rodziny"

Wspierając nas stajesz się "Przyjacielem Rodziny"

Przemówienie i homilia Franciszka - Filadelfia 2015

FranPRZEMÓWIENIE OJCA ŚWIĘTEGO PODCZAS ŚWIĘTA RODZINY I MODLITEWNEGO CZUWANIA

MSZA ŚW. NA  ZAKOŃCZENIE ŚWIATOWEGO SPOTKANIA RODZIN HOMILIA JEGO ŚWIĄTOBLIWOŚCI PAPIEŻA FRANCISZKA

 

 

 

 

PRZEMÓWIENIE OJCA ŚWIĘTEGO PODCZAS ŚWIĘTA RODZINY I MODLITEWNEGO CZUWANIA

B. Franklin Parkway, Filadelfia
26 września 2015

Drodzy bracia i siostry, drogie rodziny!

Dziękuję tym, którzy złożyli świadectwa. Dziękuję osobom, które obdarzyły nas radością poprzez sztukę, piękno, które jest drogą, aby dotrzeć do Boga. Piękno prowadzi nas do Boga. A prawdziwe świadectwo prowadzi nas do Boga, bo Bóg jest również prawdą. Piękno i prawda. A świadectwo złożone jako służba jest dobre, czyni nas dobrymi, ponieważ Bóg jest dobrem. Prowadzi nas do Boga. Wszystko, co jest dobre, prawdziwe i piękne prowadzi nas do Boga, ponieważ Bóg jest dobry, Bóg jest piękny, Bóg jest prawdą.

Dziękuję wszystkim. Tym, którzy nam tutaj przekazali przesłanie i za waszą obecność, która jest również świadectwem. Prawdziwym świadectwem, że warto żyć w rodzinie, że społeczeństwo rośnie w siłę, rośnie w dobru, rośnie w pięknie i prawdziwie się rozwija, jeśli jest zbudowane na fundamencie rodziny.

Kiedyś pewne dziecko zapytało mnie – a wiecie, że dzieci zadają trudne pytania - zapytało mnie: „Ojcze, co robił Pan Bóg, zanim stworzył świat?”. Zapewniam was, że trudno mi było odpowiedzieć. I powiedziałem mu to, co teraz mówię wam: przed stworzeniem świata Bóg kochał, bo Bóg jest miłością; ale była to taka miłość, jaką Bóg miał w sobie, miłość pomiędzy Ojcem i Synem w Duchu Świętym. Była ona tak wielka, tak obfitująca - nie wiem, czy jest to bardzo teologiczne, ale możecie to zrozumieć - była tak wielka, że nie mógłby być egoistą. Musiał wyjść z siebie, aby mieć kogoś do kochania poza sobą. I wtedy Bóg stworzył świat. Wówczas Bóg stworzył ten cud, w którym żyjemy, a który niszczymy, ponieważ jesteśmy trochę głuptasami. Ale Biblia mówi, że najpiękniejszą rzeczą, jaką uczynił Bóg jest rodzina. Stworzył mężczyznę i kobietę, powierzając im wszystko. Poddał im świat: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, uprawiajcie ziemię, niech wydaje owoce, niech się rozwija”. Całą miłość, jaką zawarł w tym cudownym stworzeniu powierzył rodzinie.

Cofnijmy się trochę. Całą miłość, jaką Bóg ma w sobie, całe piękno, jakie Bóg ma w sobie, całą prawdę, jaką Bóg ma w sobie przekazuje rodzinie. A rodzina jest naprawdę rodziną, kiedy potrafi otworzyć ramiona i przyjąć całą tę miłość. Oczywiście raju na ziemi nie ma już tutaj, życie ma swoje problemy, ludzie z powodu przebiegłości szatana nauczyli się dzielić. I cała ta miłość, jaką dał nam Bóg niemal się zatraca. Staje się to niebawem, w pierwszej zbrodni, pierwszym bratobójstwie. Brat zabija drugiego brata: wojna. Boża miłość, piękno i prawda oraz zniszczenie wojny. Dzisiaj podążamy między tymi dwoma stanowiskami. To do nas należy wybór, do nas należy decyzja jaką drogą pójdziemy.

Ale wróćmy. Kiedy mężczyzna i jego żona pobłądzili i oddalili się od Boga,  Bóg nie zostawił ich samymi. Taka była miłość. Taka była miłość, która zaczęła podążać z ludzkością, zaczęła kroczyć z Jego ludem, aż nadszedł czas dojrzały i Bóg dał największy znak Swej miłości: Swego Syna. A gdzie posłał Bóg Swego Syna? Do pałacu? Do jakiegoś miasta? Żeby utworzył przedsiębiorstwo? Posłał Go do rodziny. Bóg przyszedł na świat w rodzinie. A mógł to uczynić, ponieważ ta rodzina była rodziną, która miała serce otwarte na miłość, miał otwarte drzwi. Pomyślmy o młodziutkiej Maryi. Nie mogła w to uwierzyć: „Jakże mi się to stanie?”. A kiedy Jej wyjaśniono, była posłuszna. Pomyślmy o Józefie, pełnym oczekiwań, by utworzyć rodzinę, a stanął w obliczu nie zrozumiałego zaskoczenia. Godzi się, jest posłuszny. I w posłuszeństwie miłości tej kobiety, Maryi i tego mężczyzny, Józefa, tworzy się rodzina w którą wchodzi Bóg. Bóg zawsze puka do drzwi serca. Lubi to czynić. Wkracza do nich od wewnątrz. Ale wiecie co się Jemu podoba najbardziej? Pukanie do drzwi rodzin. I spotykanie rodzin zjednoczonych, rodzin, które się kochają, rodzin, które wychowują dzieci, edukują, prowadzące je naprzód, które tworzą społeczeństwo dobra, prawdy i piękna.

Jesteśmy na święcie rodzin. Rodzina ma boski dokument tożsamości. Czy to jasne? Bóg nadał rodzinie dokument tożsamości, aby w jej łonie coraz bardziej wzrastały prawda, miłość i piękno. Pewnie ktoś z was może mi powiedzieć: „Ojcze, ty tak mówisz, bo on nie jesteś żonaty. W rodzinie są trudności. W rodzinach dyskutujemy. W rodzinach czasem latają talerze. W rodzinach dzieci powodują ból głowy. Nie mówmy już o teściowych ...”. W rodzinach zawsze jest krzyż. Zawsze. Ponieważ miłość Boga, Syna Bożego, także otworzyła nam tę drogę. Ale w rodzinach, po krzyżu, jest także zmartwychwstanie, ponieważ tę drogę otworzył nam Syn Boży. Dlatego rodzina jest - przepraszam za to określenie - fabryką nadziei, nadziei życia i zmartwychwstania, bo Bóg nam otworzył tę drogę.

Także dzieci przysparzają roboty. My, jako dzieci przysparzaliśmy roboty.  Zdarza się, że w domu spotykam pewnych moich współpracowników, którzy przychodzą do pracy z podkrążonymi oczyma. Mają dziecko miesięczne czy dwumiesięczne. I pytam go: „Czyżbyś nie spał?” – „Nie, płakało całą noc”. Są w rodzinach trudności. Ale te trudności przezwycięża się miłością. Nienawiść nie pokonuje żadnej trudności. Podział serc nie przezwycięża żadnej trudności. Tylko miłość jest w stanie przezwyciężyć trudność. Miłość jest świętem, miłość jest radością, miłość to pójście naprzód.

Nie chcę zbyt długo mówić, bo jest już za późno, ale chciałbym podkreślić dwa małe punkty dotyczące rodziny, na które chciałbym, by zwracano szczególną uwagę. Nie tylko chciałbym, ale musimy zwracać szczególną troskę:  dzieci i dziadków. Dzieci i ludzie młodzi są przyszłością, są siłą, tymi, którzy prowadzą ku przyszłości. Są tymi, w których pokładamy nadzieję. Dziadkowie są pamięcią rodziny. Są tymi, którzy dali nam wiarę, przekazali wiarę. Zadbanie o dziadków i zadbanie o dzieci, to dowód miłości rodziny, nie wiem czy największy, ale powiedziałbym najbardziej obiecujący, ponieważ obiecuje przyszłość. Naród, który nie potrafi zadbać o dzieci i naród, którzy nie potrafi zadbać o dziadków jest narodem bez przyszłości, ponieważ nie ma siły i nie ma pamięci, by iść naprzód.

Tak więc, rodzina jest piękna, ale kosztuje, stwarza problemy. W rodzinie istnieje niekiedy wrogość. Mąż kłóci się z żoną, albo źle patrzą na siebie, lub dzieci kłócą się z ojcem ... Dam wam radę: nigdy nie kończcie dnia bez pojednania w rodzinie. Nie można kończyć dnia w rodzinie walcząc ze sobą.

Niech was Bóg błogosławi. Niech Bóg daje wam siłę, nich Bóg obdarza was odwagą, by iść naprzód. Zatroszczmy się o rodzinę. Brońmy rodziny, ponieważ w niej toczy się gra o naszą przyszłość. Dziękuję! Niech was Bóg błogosławi i proszę módlcie się za mnie.


 

Drodzy Bracia i Siostry!
Drogie rodziny,

Przede wszystkim chcę podziękować rodzinom, które zechciały nam opowiedzieć historię swojego życia. Dziękuję za wasze świadectwo! Słuchanie rodzin dzielących się swoim doświadczeniem życiowym zawsze jest darem; dotyka naszych serc. Mamy wrażenie, że mówią nam o sprawach, które są bardzo osobiste i niepowtarzalne, które w pewien sposób angażują nas wszystkich. Słuchając ich doświadczeń, możemy czuć się wciągnięci, wezwani jako małżonkowie i rodzice, jako dzieci, bracia i siostry, jako dziadkowie.

Kiedy słuchałem, myślałem, jak ważne jest dla nas dzielenie się naszym życiem domowym i pomaganie sobie wzajemnie w tym wspaniałym i trudnym zadaniu, jakim jest „bycie rodziną”.

Spotkanie z wami skłania mnie do pomyślenia o jednej z najpiękniejszych tajemnic naszej wiary chrześcijańskiej. Bóg nie chciał przyjść na świat inaczej, jak przez rodzinę. Bóg nie chciał zbliżyć się do ludzi inaczej, niż poprzez dom. Bóg nie chciał dla siebie żadnego innego imienia, niż Emmanuel (Mt 1,23). On jest „Bogiem z nami”. To było Jego pragnieniem od początku, Jego celem, Jego nieustannym wysiłkiem, by nam powiedzieć: „Ja jestem Bogiem z wami, jestem Bogiem dla was”. On jest Bogiem, który od samego początku stworzenia, powiedział: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam” (Rdz 2,18). Możemy dodać: nie jest dobrze, żeby kobieta była sama, nie jest dobrze, żeby dzieci, osoby starsze lub młodzież była sama. Nie jest dobrze. Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem (Rdz 2,24). Dwoje mają stworzyć dom, rodzinę.

Od niepamiętnych czasów, w głębi naszego serca usłyszeliśmy te mocne słowa: nie jest dla Ciebie dobre, żebyś był sam. Rodzina jest wielkim błogosławieństwem, wielkim darem tego „Boga z nami”, który nie chciał nas porzucić w samotności życia bez innych, bez wyzwań, bez domu.

Bóg nie marzy samotnie, stara się czynić wszystko, „z nami”. Jego marzenie nieustannie spełnia się w marzeniach wielu małżeństw, które pracują, aby ich życie stało się życiem rodziny.

Dlatego rodzina jest żywym symbolem planu miłości, o którym niegdyś marzył Ojciec. Pragnienie tworzenia rodziny to postanowienie, by być częścią marzenia Boga, decyzja, aby marzyć wraz z Nim, dołączyć do Niego w Jego sadze budowania świata, w którym nikt nie będzie czuł się samotny, niechciany lub bezdomny.

Jako chrześcijanie doceniamy piękno rodziny i życia rodzinnego jako miejsca, do którego przychodzimy, by nauczyć się znaczenia i wartości ludzkich relacji. Dowiadujemy się, że „Kochanie kogoś to nie tylko sprawa silnego uczucia – to również decyzja, osąd, obietnica” (Erich Fromm, Sztuka kochania). Uczymy się postawienia wszystkiego na inną osobę oraz uczymy się, że jest ona tego warta.

Jezus nie był zagorzałym kawalerem – żadną miarą! Obrał Kościół jako oblubienicę i uczynił go swoim Ludem. Oddał swoje życie za tych, których miłował, aby Jego Kościół, Jego oblubienica mógł zawsze wiedzieć, że jest On Bogiem z nami, że jesteśmy Jego Ludem, Jego rodziną. Nie możemy zrozumieć Chrystusa bez Jego Kościoła, tak jak nie możemy zrozumieć Kościoła bez jego Oblubieńca, Jezusa Chrystusa, który oddał swoje życie z miłości, i który pozwala nam zobaczyć, że jest on wart swojej ceny.

Nie łatwo oddać swoje życie z miłości. Jak w przypadku Nauczyciela, „postawienie wszystkiego” może niekiedy wiązać się z krzyżem. Czasami wszystko wydaje się „pod górkę”. Myślę o tych wszystkich rodzicach, tych wszystkich rodzinach, które nie mają pracy czy praw pracowniczych, i jak bardzo jest to prawdziwym krzyżem. Ileż ofiar podejmują, żeby zarobić na swój chleb powszedni! Zrozumiałe, że kiedy ci rodzice wracają do domu, są tak zmęczeni, że nie mogą poświęcić wszystkich swoich sił dzieciom.

Myślę o tych wszystkich rodzinach, które nie posiadają mieszkania lub mieszkają w warunkach przepełnienia. Rodzinach, którym brakuje elementarnych  warunków do budowania więzi bliskości, bezpieczeństwa i ochrony przed wszelkiego rodzaju trudnościami.

Myślę o tych wszystkich rodzina, które nie mają dostępu do podstawowych usług zdrowotnych. Rodzinach, które, w obliczu problemów zdrowotnych, zwłaszcza wśród młodszych i starszych członków, są zależne od systemu, który nie spełnia ich potrzeb, jest nieczuły na ich ból i zmusza ich do wielkich poświęceń, aby otrzymać odpowiednie leczenie.

Żadne społeczeństwo nie może być nazwane zdrowym, jeśli nie pozostawia realnej przestrzeni na życie rodzinne. Nie da się myśleć o przyszłości społeczeństwa, jeśli nie jest ono zdolne do uchwalenia praw pozwalających ochronić rodzinę i zapewnić jej podstawowe potrzeby,  a zwłaszcza tych rodzin, które dopiero zaczynają wspólne życie. Ile problemów zostałoby rozwiązanych, gdyby nasze społeczeństwa chroniły rodziny i zapewniały domownikom, a zwłaszcza młodym małżeństwom, możliwość godziwej pracy, mieszkanie, świadczenia medyczne, żeby towarzyszyły im przez całe życie.

Marzenie Boga się nie zmienia; pozostaje nienaruszone i zachęca nas do pracy na rzecz społeczeństwa,  które wspiera rodziny. Społeczeństwa, w którym chleb, „owoc ziemi i pracy rąk ludzkich” stale kładziony jest na stole każdego domu, aby karmić nadzieję swoich dzieci.

Pomagajmy sobie nawzajem, aby umożliwić „postawienie wszystkiego na miłość”. Pomagajmy sobie nawzajem w chwilach trudnych i ulżyjmy sobie nawzajem w znoszeniu ciężarów. Wspierajmy się nawzajem. Bądźmy rodzinami, które stanowią wsparcie dla innych rodzin.

Idealne rodziny nie istnieją. To nie może nas zniechęcić. Wręcz przeciwnie. Miłość jest czymś, czego się uczymy, miłość jest czymś, czym żyjemy; miłość wzrasta, gdy „wykuwa się” przez konkretne sytuacje, jakich doświadcza każda rodzina. Miłość rodzi się i stale rozwija pośród świateł i cieni. Miłość może się rozwijać w mężczyznach i kobietach, którzy nie starają się, by ich ostatnie słowo stwarzało konflikt, ale raczej nową okazję. Okazją do szukania pomocy, okazję, by zapytać jak musimy się poprawić, okazję odkrycia Boga, który jest z nami i nigdy nas nie opuszcza. Jest to wielka spuścizna, jaką możemy dać naszym dzieciom, bardzo dobra lekcja: to prawda, popełniamy błędy, to prawda, mamy problemy.  Ale wiemy, że nie to liczy się naprawdę. Wiemy, że błędy, problemy i konflikty są okazją, aby zbliżyć się do innych, by zbliżyć się do Boga.

Dziś wieczorem przyszliśmy, aby wspólnie się modlić, by modlić się jako rodzina, uczynić nasze domy radosnym obliczem Kościoła. Aby spotkać tego Boga, który nie chciał przyjść do naszego świata inaczej, niż za pośrednictwem rodziny. Aby spotkać „Boga z nami”,  Boga, który jest zawsze pośród nas.

Żródło: http://w2.vatican.va/content/francesco/pl/speeches/2015/september/documents/papa-francesco_20150926_usa-festa-famiglie.html

© Copyright - Libreria Editrice Vaticana


 

MSZA ŚW. NA  ZAKOŃCZENIE ŚWIATOWEGO SPOTKANIA RODZIN
HOMILIA JEGO ŚWIĄTOBLIWOŚCI PAPIEŻA FRANCISZKA

Filadelfia, Aleja Benjamina Franklina
27 września 2015

Dziś słowo Boga zaskakuje nas obrazami silnymi i prowokującymi do myślenia. Obrazami, które są dla nas wyzwaniem, ale również pobudzają nasz entuzjazm.

W pierwszym czytaniu, Jozue mówi Mojżeszowi, że dwóch spośród ludu prorokuje, głosząc Słowo Boże bez upoważnienia. W Ewangelii św. Jana Jezus mówi, że uczniowie powstrzymali kogoś, kto wypędzał złe duchy w imię Jezusa. A oto niespodzianka: zarówno Mojżesz jak i Jezus upominają tych, najbliższych im, że są tak ciaśni! Czy to wszystko może być słowami proroka Bożego! Czy to znaczy, że każdy może czynić cuda w imię Pana!

Jezus napotkał wrogość ze strony ludzi, którzy nie akceptują tego, co powiedział i uczynił. Dla nich, Jego otwartość na uczciwą i szczerą wiarę wielu mężczyzn i kobiet  nie należących do ludu wybranego przez Boga, zdawała się nie do zniesienia. Uczniowie, ze swej strony działali w dobrej wierze. Ale pokusa bycia zgorszonymi wolnością Boga, który zsyła deszcz zarówno na sprawiedliwych jak i na niesprawiedliwych (Mt 5,45), z pominięciem drogi oficjalnej, biurokracji i wąskiego grona zagraża autentyczności wiary. Dlatego należy ją stanowczo odrzucić.

Kiedy to sobie uświadomimy, to możemy zrozumieć, dlaczego słowa Jezusa o powodowaniu „zgorszenia” są tak surowe. Dla Jezusa, zgorszenie nie do przyjęcia polega na tym wszystkim, co załamuje i niszczy naszą ufność w działanie Ducha Świętego!

Ojciec nasz będzie niedościgły w wielkoduszności i nadal rozsypuje ziarna. Rozrzuca On ziarno swojej obecności w naszym świecie, ponieważ „w tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował” jako pierwszy (1 J 4,10). Ta miłość daje nam głęboką pewność: Bóg nas poszukuje, On na nas czeka. To ta ufność sprawia, że uczniowie zachęcają, wspierają i pielęgnują dobre rzeczy dziejące się wokół nich. Bóg chce, aby wszystkie Jego dzieci miały udział w uczcie Ewangelii. Jezus mówi: „Nie powstrzymuj niczego, co jest dobre, a przeciwnie pomóż mu wzrastać!”. Podnoszenie wątpliwości co do działania Ducha Świętego, stwarzanie wrażenia, że nie może ono mieć  miejsca w tych, którzy nie należą do „naszej grupy”, którzy nie są „tacy, jak my” to niebezpieczna pokusa. Nie tylko blokuje ona nawrócenie na wiarę, ale stanowi wypaczenie wiary!

Wiara otwiera „okno” na obecność i działanie Ducha Świętego. Pokazuje to nam, że, podobnie jak szczęście, świętość jest zawsze związana z małymi gestami. „Kto wam poda kubek wody – mały gest - w imię moje, nie utraci swojej nagrody”, mówi Jezus (por. Mk 9,41). Tych małych gestów uczymy się w domu, w rodzinie; gubią się one pośród wszystkich innych rzeczy, jakie robimy, ale sprawiają, że zmianie ulega dzień powszedni. Są to ciche rzeczy dokonywane przez matki i babki, przez ojców i dziadków, przez dzieci, przez braci. Są to małe oznaki czułości, miłości i współczucia. Jak ciepła kolacja, na jaką cieszymy się wieczorem, wczesny obiad czekający na kogoś, kto wstaje wcześnie, aby iść do pracy. Swojskie gesty. Jak błogosławieństwo zanim położymy się spać czy też uścisk, gdy wracamy po ciężkim dniu pracy. Miłość ukazuje się w małych rzeczach, przez dbałość o małe codzienne znaki, które sprawiają, że życie ma zawsze posmak domu. Wiara wzrasta, gdy jest przeżywana i ukształtowana przez miłość. Dlatego nasze rodziny, nasze domy, są prawdziwymi Kościołami domowymi. Są miejscami właściwymi dla wiary, w których wiara staje się życiem, a życie rozwija się w wierze.

Jezus każe nam nie powstrzymywać tych małych cudów. Wręcz przeciwnie, chce abyśmy do  nich zachęcali, upowszechniali je. Prosi nas, abyśmy szli przez życie, przez nasze codzienne życie zachęcając do tych wszystkich małych oznak miłości jako znaków Jego życia i czynnej obecności w naszym świecie.

Ta postawa, do której jesteśmy zachęcani prowadzi nas do tego, abyśmy dziś tutaj, na zakończenie tego święta, postawili sobie pytanie: jak staramy się żyć tym stylem w naszych domach, w naszych społeczeństwach? Jaki świat chcemy pozostawić naszym dzieciom (por. Laudato si’, 160)? Nie możemy odpowiedzieć na te pytania sami, o własnych siłach. To Duch Święty wzywa nas do odpowiedzi jako części wielkiej rodziny ludzkiej. Nasz wspólny dom nie może dłużej tolerować sterylnych podziałów. Pilne wyzwanie ochrony naszego domu obejmuje staranie, aby połączyć całą rodzinę ludzką w dążeniu do zrównoważonego i integralnego rozwoju, bo wiemy, że wszystko może się zmienić (por. tamże, 13). Oby nasze dzieci znalazły w nas wzorce i pobudki do komunii, a nie do podziałów! Niech nasze dzieci znajdują w nas mężczyzn i kobiety zdolnych, by dołączyć do innych w doprowadzeniu do pełnego rozkwitu wszystkich dobrych ziaren, które zasiał Ojciec!

Jezus mówi nam dobitnie, ale z miłością: „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą” (Łk 11,13 ). Ile mądrości jest w tych kilku słowach! To prawda, że, jeśli chodzi o dobroć i czystość serca, to my ludzie nie mamy wiele do ukazania! Lecz Jezus wie, że tam, gdzie chodzi o dzieci jesteśmy zdolni do bezgranicznej ofiarności. Zatem zapewnia nas: jeśli tylko mamy wiarę, to Ojciec da nam swego Ducha.

My, chrześcijanie, uczniowie Pana, prosimy narody świata, aby nam pomogły! Jak wielu jest nas tutaj, na tej celebracji! A to już to samo w sobie jest czymś proroczym, rodzaj cudu w dzisiejszym świecie, który zmęczony jest wynajdywaniem nowych podziałów, rozłamów, nowych katastrof. Obyśmy wszyscy mogli być prorokami! Obyśmy wszyscy mogli być otwarci na cuda miłości dla dobra naszych rodzin i wszystkich rodzin świata –mówię o cudach miłości - abyśmy mogli w ten sposób przezwyciężyć zgorszenie wąskiej, małostkowej miłości, zamkniętej w sobie, niecierpliwej wobec innych! Zostawiam jako pytanie, aby każdy odpowiedział -  bo wypowiedziałem słowo „niecierpliwy” – Czy w moim domu krzyczymy czy też rozmawiamy ze sobą z miłością i czułością? To dobry sposób, aby zmierzyć naszą miłość.

Jakże pięknie byłoby, gdybyśmy wszędzie, nawet poza naszymi granicami, mogli docenić i wesprzeć to proroctwo i ten cud! Odnawiamy naszą wiarę w słowo Pana, które zaprasza rodziny wiernych do tej otwartości. Zaprasza ono tych wszystkich, którzy chcą mieć udział w proroctwie przymierza mężczyzny i kobiety, rodzącym  życie i objawiającym Boga! Niech nam pomaga uczestniczyć w proroctwie pokoju, miłości i czułości rodziny. Niech nam pomaga uczestniczyć w prorockim geście serdecznej, cierpliwej, miłującej troski o nasze dzieci i naszych dziadków.

Każdy, kto chce wnieść w ten świat rodzinę, która uczy dzieci, aby być pobudzonym każdym gestem dążącym do przezwyciężenia zła - rodzinę ukazującą, że Duch Święty żyje i działa -  i napotka wdzięczność i uznanie. Niezależnie od tego do jakiej rodziny, narodu czy regionu przynależy!

Niech Bóg da nam wszystkim byśmy byli prorokami radości Ewangelii, Ewangelii rodziny, miłości rodzinnej, byli prorokami jako uczniowie Chrystusa i niech nam udzieli łaski, byśmy byli godnymi tej czystości serca, która nie gorszy się Ewangelią! Niech się tak stanie.

Źródło: http://w2.vatican.va/content/francesco/pl/homilies/2015/documents/papa-francesco_20150927_usa-omelia-famiglie.html

© Copyright - Libreria Editrice Vaticana

 

potwierdzenie

Potwierdzenie przyjęcia zgłoszenia.

Miło nam, że pragną Państwo uczestniczyć w "Warsztacie rozwoju osobistego".

Teraz prosimy o dokonanie wpłaty za uczestnictwo:

powrót do strony zapisów

Potwierdzenie przyjęcia zgłoszenia

Miło nam, że pragną Państwo uczestniczyć w "Warsztacie rozwoju osobistego".

 

Zespół Centrum "Więź".

Teraz prosimy o dokonanie wpłaty za uczestnictwo.

Powrót do strony zapisów

Świadectwa uczestników Spotkań Małżeńskich


Świadectwa uczestników
Spotkań Małżeńskich w Pelplinie


 

Żona: Uświadomiłam sobie, że byłam głucha.

Mąż: Przeżyliśmy tu radość i uspokojenie.

Żona: Uczucie zdumienia, bo nie miałam pojęcia o wielu sprawach. Byłam przerażona, że musze wiele pracować nad sobą, ale widzę, że to dobrze. Wyjeżdżam z nadzieją, że możemy zmienić nasze małżeństwo i rodzinę a przez to będzie nam się lepiej żyć w rodzinie i wśród innych ludzi, niosąc im pomoc.

Mąż: Wartością jest tu wyłączność czasu dla siebie. Wyjeżdżam z pytaniami, na które odpowiedź da życie. Będzie ono sprawdzianem umiejętności dialogu.
Ważne jest zaakceptowanie tego, jakim jestem.


Mąż: Mamy z żoną te same lęki, problemy z wyrażaniem uczuć. Tu sobie wiele wyjaśniliśmy.


Mąż: Mam nadzieję, że coś pomoże to w naszym życiu.

Żona: Dzięki mężowi zaczęłam z nim rozmawiać bardziej konkretnie. Odkryciem było to, że mąż jest bardziej konkretny, ja muszę bardziej precyzyjnie mówić, a nie o wszystkim naraz.


Mąż: Gdyby ci małżonkowie, którzy dopytują się w naszej parafii, gdzie jest Sąd Metropolitalny przeżyli takie rekolekcje, to ten Sąd nie miałby co robić.

Żona: Postanawiam, że będziemy bardziej słuchać siebie nawzajem.


Żona: Dobrze byłoby, żebym dała mężowi pierwszeństwo w naszej hierarchii małżeńskiej. Będą go więcej wspierać. Wyjeżdżam z pokorą.


Mąż: Wyjeżdżam z pasją, żeby budować jeszcze lepiej nasze małżeństwo.


Żona: Zrozumieliśmy na nowo, jak bardzo delikatna jest nasza struktura wewnętrzna. Wyjeżdżamy we troje: z Panem Bogiem.


Żona: Chcę podjęcia dialogu z mężem. Upewniłam się, że w wielu przypadkach nasze odpowiedzi były podobne.

Mąż. Mam wewnętrzny spokój. Udało mi się poukładać pewne wartości i to, nad czym jeszcze muszę popracować. Przeżyłem powrót do okresu narzeczeństwa. Wyjeżdżam z sercem otwartym, chcę wprowadzenia zmian i stosowania zasad dialogu.


Mąż: Tutaj Pan Bóg zaprosił mnie do dialogu. Nauczyłem się innego patrzenia na nasz związek. Małżeństwo to służba i partnerstwo. Trzeba wysłuchać się nawzajem.


Żona: Przyjechałam z nadzieją. Odświeżyłam spojrzenie na nas.


Żona: Uważałam, że potrzebny jest kompromis, a okazało się, że potrzebny jest dialog i dialog. Wyjeżdżam podbudowana, że będą między nami lepsze relacje.


Żona: Sprowadziła mnie tu ciekawość. Wyjeżdżam pełna optymizmu ale też lęku, czy nie wrócimy na stare tory. Tu powiedzieliśmy sobie istotne rzeczy w ciągu 15 minut, a kiedyś mówiliśmy do siebie kilka dni – bez efektu.


Żona: Tu stał się cud: mój mąż się rozgadał. Jest to dla mnie najpiękniejszy prezent urodzinowy. Jest we mnie pokój i radość.

Mąż: To jest coś, co będę długo pamiętał.


Mąż: To, co się tu działo, pozwoliło mi spojrzeć inaczej na siebie i na nas.


Mąż: Mam postanowienie – przełamywać schematy.

Żona: Jest we mnie nadzieja, czułość, bliskość. Teraz wiem, że mogę zmienić tylko siebie, a męża mam kochać.


Mąż: Mam świadomość konieczności dużej pracy nad sobą, samodyscypliny, żeby nie było to tylko weekendowe.


Żona: To były chwile tylko dla nas, bez dzieci, nikt nam nie skakał po głowie. W wielu sprawach mamy podobne zdanie. Praktykowanie dialogu pozwoli nam lepiej się porozumiewać. Jestem napełniona uczuciem miłości i spokoju (płacze).


Żona: Rekolekcje pomogły mi się otworzyć, bo jestem osobą zamkniętą. Czuję powiew świeżości w naszym małżeństwie.

Mąż: Muszę bardziej zacząć od siebie, a żonę kochać i szanować.


Mąż: Wydawało nam się, że nie mamy problemów. Chciałem widzieć tylko miłe uczucia. A problemy są. Patrzę teraz inaczej na nasze małżeństwo. Muszę zacząć raczkować i uczyć się chodzić od nowa. Ale wyjeżdżam z nadzieją.


Mąż: Przyjechałem tu bardzo sceptyczny. Tu zrozumiałem żonę, dowiedziałem się tego, czego o niej dotychczas nie wiedziałem. Te dialogi będą trwały dalej w domu.


 

Żona: Miałam wrażenie, że była to pierwsza nasza randka od wielu lat.

Mąż: Powiedziałem mojej żonie o wiele więcej niż przez cały czas naszego małżeństwa.

Żona: Jestem przeszczęśliwa. Odczułam ulgę. Na wiele spraw będę patrzyła inaczej.

Mąż: Jechałem jak na skazanie. Tymczasem na rekolekcjach doszło do mnie, że przez trzynaście lat małżeństwa nie potrafiłem rozmawiać z moją żoną. Otworzyły mi się oczy.

Żona: Nie wiem co się stało. Ostatnie miesiące były koszmarne. Żyliśmy źle. Mam nadzieję ponownie zakochać się w mężu.

Żona: Przeżyłam tu chwile głębokich wzruszeń. Wyjeżdżam z nadzieją zmiany na lepsze.

Żona: Otrzymałam wskazówki jak umacniać nasze małżeństwo. Usłyszałam od męża wiele ciepłych słów, których wcześniej nie mówił.

Ksiądz: Uderzające było stanięcie w prawdzie wobec samego siebie.

Kleryk 1: Zrozumiałem, że Jezus jest osobą, z którą można normalnie rozmawiać. Muszę tu przysłać rodziców.

Kleryk 2: Spotkania pokazały, że należy dzielić się swoimi uczuciami, które nie zawsze są łatwe.

Żona: Rekolekcje nauczyły mnie otwartości. Wyjeżdżam z nadzieją na lepsze jutro.

Mąż: Wyjeżdżam z nadzieją. Teraz żaden temat nie wydaje się trudny do rozmowy.  

Mąż: Okazało się, że istnieją proste formy komunikacji, które dużo mogą zmienić w małżeństwie.

Mąż: Zauważyłem, że wreszcie mogę coś powiedzieć i nic mi się nie stało, nawet od żony buzi dostałem.

Żona: Na rekolekcjach wiele dowiedziałam się o moim mężu, dużo rzeczy się nauczyłam.

Żona: Mieliśmy problem z komunikacją. Nauczyliśmy się jak siebie wysłuchiwać. Miałam wrażenie, że była to pierwsza nasza randka od wielu lat.

Żona: Przyjechałam z nadzieją poprawy relacji w naszym małżeństwie. Rekolekcje dostarczyły mi wielu wzruszeń. Zbliżyliśmy się do siebie i do Pana Boga.

Mąż: Powiedziałem mojej żonie o wiele więcej niż przez cały czas naszego małżeństwa.

Żona: Było dużo kryzysów w naszym małżeństwie. Nie umiałam rozmawiać z mężem. Teraz jesteśmy zadowoleni, jakbyśmy odnaleźli się na nowo.

Żona: Mam super męża.

Żona: Rekolekcje dały mi możliwość poznania męża i nadzieję na lepsze dziś i jutro w naszym małżeństwie.

Żona: To, co przeżyłam było bardzo piękne. Usłyszałam wiele ciepłych słów od męża. Wyjeżdżam bardzo szczęśliwa.

Kontakt


Duszpasterstwo Rodzin Diecezji Pelplińskiej

Kuria Diecezjalna Pelplińska
Pokój 202
Ul. Biskupa Dominika 11
83-130 Pelplin

 

alaszewski

  • Duszpasterz Rodzin Diecezji Pelplińskiej

Ks. dr Sławomir Ałaszewski

tel. 696 45 31 67

 

 

 

 

 

baranowscy

  • Diecezjalna Para Doradców Życia Rodzinnego

Dr Anna Baranowska - Doradczyni Diecezjalna
Mgr Tomasz Baranowski

tel. 502 512 576

 

 

 

 

 


NAPISZ DO NAS

...

 

...

 

...

 

NaProTechnologia w Starogardzie Gd.

naprotechnologia starogard gdański

Pomoc w trudnościach związanych z niepłodnością.
Profesjonalna nauka naturalnych metod rozpoznawania płodności.

Więcej...

Duszpasterstwo Rodzin
Diecezji Pelplińskiej

Kuria Diecezjalna Pelplińska
Pokój 202
Ul. Biskupa Dominika 11
83-130 Pelplin

Więcej: kontakt

Tagi